niedziela, 21 września 2014

Wracam czy nie???

Witam Was kochane po dość długiej nieobecności. Lato jest takim czasem kiedy blogowanie przestaje być takie ważne. Ciepło, różne owoce, warzywa to wszystko dookoła co przesłania nam letni czas sprawiło, ze w mojej kuchni dużo się działo:) powstało mnóstwo przetworów, którymi nasza trójeczka, ale i inni będą mogli się cieszyć:) wcale nie znaczy, ze nie zaglądałam na Wasze blogi na których sporo się działo... Ale ja potrzebowałam zawieszenia... Czasem każdemu z nas taki okres jest potrzebny... Powstało kilka fajnych prac, ale o nich następnym razem...

Dziś chcę Wam pokazać moje jesienne dekoracje, które powstały dość przypadkowo. Nie przepadam za jesienią... Nie dlatego, że spadają liście, nie dlatego, że robi się szybko ciemno. Nie lubię bo jest deszczowo... ponuro... Choć uwielbiam długie wieczory spędzone razem z mężem i synkiem na zabawie, czy te spędzone tylko we dwoje... Każdy kto ma dzieci wie, że takich chwil jest mało... Uwielbiam też zapalać świeczki, latarenki itd. Lubię ten klimat... Siedzenie pod ciepłym kocykiem z lampką winka czy zaczytana w fajnej książce...

Ale miało być o tym co stworzyłam z darów jesieni:)

Na pierwszy ogień idzie przepiękny wianek zrobiony z hortensji. Kocham hortensje i chcąc móc cieszyć sie nią jeszcze dłużej postanowiłam zrobić ten wianeczek:)


Zdjęcie zrobiłam już jakiś czas temu, a dziś mój wianek hortensjowy pięknie zasechł. Wygląda obłędnie...

Kolejną dekoracją jest też wianek, ale zrobiony z tego co przynieśliśmy z rodzinnego spaceru... Mój mąż zbierał kasztany, ja żołędzie, a nasz synek biegał koło nas rozanielony... 







Robiąc ten wianek tak sobie paluchy poparzyłam klejem na gorąco, że kilka dni trwało zanim doszły do siebie. Paluchy poparzone, ale ja byłam tak happy, ze tak ślicznie mi wyszło, że ból nie był taki ważny. Dopiero na drugi dzień do mnie doszło jak boli:(

A na koniec prześliczna dekoracja, którą polecam każdemu posiadającemu dynie:)
 Choć jej brak niczego nie oznacza. Dziś można ją kupić wszędzie... 


Dynia robiąca za doniczkę, do tego wrzos, kilka suchołusek czy innych kwiatów, miechunki, różyczki z liści
i dekoracja gotowa:)

Muszę się na nią napatrzeć bo jutro wyjeżdżamy w góry:) 
Cieszę się niesłychanie, choć dopadł mnie katar i to taki, że do rana nie widziałam nic:(
Na szczęście już mi coraz lepiej, a przepiękny widok naszych gór na pewno mnie uzdrowi:)

 Kacper śpi, a my możemy odetchnąć po dniu spędzonym na pakowaniu...sprawdzeniu czy aby na pewno już wszystko mamy... ogarnięciu mieszkania... Byśmy wrócili do czyściutkiego:)

Aha zapomniałam Wam jeszcze pokazać co pięknego dostałam od brata:) 


To hmm przepiękna podkładka wykonana przez osobę z grupy mojego brata, który jest osobą słabowidzącą. W miejscowości, w której mieszka są warsztaty dla osób niepełnosprawnych, na których uczą się robić różna bardzo fajne rzeczy. Ta podkładka bardzo pasuje do pory roku, która już stoi u progu naszych domków...

A ja zamówiłam już kolejną, oczywiście zrobioną przez mojego brata i nikogo nie zdziwi, że ma być
 w odcieniu fioletu i lawendy;)



Kochane na dziś to wszystko co chciałam Wam pokazać, 
choć jest kilka drobiazgów, które kupiłam w ostatnim czasie.
 O tym jak już wrócimy.



Pozdrawiam Was cieplutko:)

Gosia

P.S. Przepraszam Was za jakość zdjęć, ale robiłam je jak już za oknem było ciemno... Nie chciałam czekać do jutra bo mogłabym zapomnieć, a może dla kogoś moje dekoracje będą inspiracją do stworzenia swoich:)

8 komentarzy:

Dziękuje za komentarz:)